środa, 8 kwietnia 2020

Bohater o tysiącu twarzy


Każdy z nas zna chociaż jeden mit lub przypowieść religijną - z opowiadań rodziców, lekcji religii czy zajęć z języka polskiego, gdzie omawia się “Iliadę” Homera, “Króla Edypa” Sofoklesa czy “Mitologię” Parandowskiego. Jeśli dokładniej przypatrzymy się wszystkim opowieściom wyjaśniających stworzenie świata zauważymy, że wiele z nich ma wspólny element. Choć mogłoby to wydawać się oczywiste, uświadomiłam sobie ten fakt dopiero po zapoznaniu się z dziełem Campbella.

Joseph Campbell, amerykański profesor literatury, całe swoje życie poświęcił badaniom w zakresie antropologii kulturowej, koncentrując się na mitologii porównawczej. Zwieńczeniem jego obserwacji i analizy było między innymi dzieło “Bohatera o tysiącu twarzy”, w którym udowadnia, że każdy z nas miał do czynienia z pewnym schematem, który ma swoje odzwierciedlenie nie tylko w najstarszych opowieściach.

Autor zabiera czytelnika w podróż po czasie, przedstawiając proste przykłady z mitologii, religii oraz folkloru, które, mimo pewnych różnic wynikających z położenia geograficznego, wykazują wiele wspólnych, uniwersalnych cech. Zdaniem Campbella, podobieństwem wielu opowiadań jest monomit, czyli wędrówka bohatera. Zapoczątkowana jest Wezwaniem do wyprawy, gdzie następnie bohater musi stawić czoła swoim słabościom w Drodze prób, by dalej mógł sięgnąć po Ostateczna nagrodę. Jeśli podoła wyzwaniu i odnajdzie siebie samego, może wykorzystać swój dar i zostać Mistrzem dwóch światów bądź wrócić do miejsca, z którego wyruszył. Nie każda wędrówka zawiera w sobie wszystkie wymienione etapy, mimo wszystko jednak bazuje na tym samym schemacie - w uproszczonej wersji składającego się z Oddzielenia, Inicjacji i Powrotu. Brzmi znajomo, prawda? 

Nie tylko Budda, Mojżesz, Odyseusz, czy Jezus Chrystus. “Bohater o tysiącu twarzy” stanowi często źródło inspiracji w tworzeniu scenariuszy filmowych i książek. Znanym przykładem odwzorowania campbellowskiego monomitu jest saga Gwiezdnych Wojen, a przede wszystkim pierwsze, pod względem chronologii, trzy części. Schemat ten cieszy się popularnością również w dziełach fantasy - wędrówkę bohatera możemy dostrzec między innymi w “Hobbicie” J. R. R. Tolkiena oraz serii powieści o Harrym Potterze autorstwa J. K. Rowling.

Warto również wspomnieć o aspekcie psychologicznym wykorzystanym w książce. Autor w ciekawy sposób tłumaczy ideę monomitu na podstawie prac Carla Junga, mianowicie teorii nieświadomości kolektywnej. Psychiatra bowiem twierdził, że wszyscy ludzie tworzą nieświadomie ten sam archetyp bohatera, występujący w snach i opowiadaniach, dzięki czemu łatwiej jest nam zrozumieć istotę używanego schematu. 

Jeśli chodzi o formę, Campbell nie używa wyszukanego słownictwa, co w zestawieniu z powszechnie znanymi przykładami z opowiadań sprawia, że książka jest przyjemna w odbiorze. “Bohater o tysiącu twarzy” znakomicie wydobywa esencję ze wszystkich wierzeń ludzkości, przedstawiając nam trzon współistniejący nie tylko w opowiadaniach, ale i w wielu filmach oraz książkach współczesnych. 



Joseph Campbell, Bohater o tysiącu twarzy, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1997.



Wiktoria Kozłowska

Paradoks czasu

Jak działa czas, i jak rozwinąć idealną dla siebie perspektywę czasu.



Zmiana jest prawem życia. A ci, którzy zwracają się jedynie ku teraźniejszości lub przeszłości, z pewnością przegapią przyszłość. John F. Kennedy

Ludzie w każdym etapie naszej cywilizacji żyli w swoich czasach i swoim czasem. Zarówno  Tag, dwudziestojednoletni przedstawiciel klanowej starszyzny, żyjący 150 tys. lat przed nami, jak i Abdul, potomek Taga, żyjący około 2500 lat temu i Edward, potomek Abdula żyjący około 150 lat temu, w Anglii. Każdy z tych przedstawicieli naszej cywilizacji żył swoim własnym czasem. Tag żył teraźniejszością, polował by wyżywić swoją rodzinę, nie myślał o przyszłości. Abdul był egipskim szewcem, który musiał wystawić posag córce, typowo nastawiony na perspektywę przyszłościową. Ostatni Edward, 35 letni szewc, który z powodu problemów finansowych musiał zamknąć swój rodzinny interes i przeprowadzić się do większego miasta, w celu zatrudnienia w fabryce wykonującą masowo buty. Edward typowo nastawiony na perspektywę przeszłościową, wspominał dobre czasy gdy zarabiał w zależności od jakości wykonanego produktu, a nie od godzin wypracowanych. Każdy
z tych przedstawicieli reprezentują inną perspektywę czasową, które Philip G. Zimbardo i John Boyd
opisują i przedstawiają dla poszczególnych perspektyw cechy.

Twórcy książki wykorzystują 6 perspektyw postrzegania czasu: przeszłościowo-negatywna,  przeszłościowo-pozytywna, teraźniejsza fatalistyczna, teraźniejsza hedonistyczna, przyszła,  przyszła transcendentalna. wyjaśniają jacy ludzie są w danej grupie oraz jakie cechy odpowiadają im. Wykorzystują obszary miłości, szczęścia, biznesu, polityki, do określenia reakcji i zachowań w sytuacji danego obszaru.

Przed rozpoczęciem czytania książki, autorzy proszą o wypełnienie testów,  kwestionariusza postrzegania czasu Zimbardo (KPCZ) oraz kwestionariusza postrzegania czasu przyszłego transcendentalnego (KPCPT), mające na celu pokazanie w której z tych grup się znajdujemy. czy patrzymy przeszłość pozytywnie ,negatywnie, żyjemy chwilą, czy przemyślamy skrupulatnie każdy następny krok, myśląc o swojej przyszłości.

Pierwszy paradoks czasu, "choć twoja perspektywa postrzegania czasu głęboko oddziałuje na twój świat i życie, rzadko kiedy zdajesz sobie z tego sprawę".

Gdy rozpocząłem lekturę, jedyne co było mi wiadomo, to że książka jest o tematyce psychologicznej oraz że autorzy skupiają się na analizie czasu. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału uświadomiłem sobie że jest to bardziej pewnego rodzaju poradnik, który przytacza historie z życia autorów bądź innych ludzi z danych  grup perspektyw. Opisy sytuacji mają wymusić na naszej osobie zmiany postrzegania czasu i planowania swoich obowiązków. W niektórych momentach ze zwyczajnych historii, książka przemienia się w spis wyników badań oraz statystyk, przedstawiających np. zależność religii do sposobu postrzegania świata.

Rozdziały •  Stań się bardziej zorientowany na teraźniejszość •  Stań się bardziej zorientowany na pozytywną przeszłość •  Przyjmij swoją nową, zrównoważoną perspektywę postrzegania czasu, opisywały zasady jakie osoba musi przyjąć w celu zmienienia swojej perspektywy. Typu "by zwiększyć swoją orientację na przyszłość: Unikaj alkoholu, Uczyń z czyszczenia zębów nitką swój codzienny rytuał, odwiedź stronę Zegara Śmierci" itd.

Książka w niektórych momentach mogła w odczuciach wydawać się nudna, przeciągana. Mimo tych mniej interesujących momentów, przekazuję niesamowitą wiedzę, którą każdy z nas może wprowadzić w nasze życie, dzięki poradom i przypisom. Dzięki historiom opisanym w niej możemy odnajdywać samego/ą siebie, w zachowaniach bahaterów historii. Kolejnym czynnikiem pozytywnym, były wcześniej opisywane testy KPCZ i KPCPT, dzięki którym widzimy w której perspektywie czasu się znajdujemy w największym procencie. Wiemy z jakiego punktu wychodzimy i jaki cel chcemy osiągnąć. Książka pomogla mi w utworzeniu planu oraz przedstawieniu sobie celów do realizacji.

Książkę "Paradoks czasu",  polecam każdemu, kto dostrzega u siebie problem z organizacją czasu, bądź z przestawieniem się z jednej perspektywy na drugą, albo po prostu jest zainteresowany poznaniem świata psychologii czasu.

Philip G. Zimbardo & John Boyd, The New Psychology of time that can change your life, Warszawa, 2, 2019

Autor: Christian Pulawski


"Teoria wszystkiego, czyli krótka historia wszechświata"




Kim był Stephen Hawking? Wydaje mi się, że większość z nas zna go jako naukowca, który pomimo swojej niepełnosprawności czynnie uczestniczył w życiu naukowym i społecznym. Brytyjski astrofizyk, kosmolog i fizyk teoretyczny. W ciągu trwania jego 40 letniej kariery naukowej zdobył niezliczoną liczbę wyróżnień naukowych i orderów. Niepełnosprawność nie przeszkodziła mu w postawieniu sobie celu popularyzacji nauki za pomocą literatury. Z tej inicjatywy narodziła się cała seria książek o tematyce naukowej przeznaczonej dla przeciętnego zjadacza chleba, który chociaż w małym stopniu wykazuje chęć pogłębienia swojej wiedzy na tematy otaczającego nas świata.

Jedną z pozycji dorobku autora jest właśnie recenzowana przeze mnie książka “Teoria wszystkiego, czyli krótka historia wszechświata”. 144 strony tekstu sprawiają, że zaliczyłbym ją do kategorii tych krótszych, niż dłuższych publikacji. Wydaje mi się, że większość tytułów Hawkinga oscyluje w granicach 150-250 stron, a przynajmniej te, które miałem w swoich rękach. Zatem cała wiedza, która została przekazana, została skoncentrowana w małej pigułce. Sądzę, że krótka forma jest przez autora zamierzona i ma na celu zachęcenie czytelnika po sięgnięcie do tej i innych jego książek.

Książka składa się z siedmiu rozdziałów. Każdy z rozdziałów, opisuje siedem różnych zjawisk fizycznych. Każdy rozdział jest osobną częścią, która złożona w całość wyjaśnia konstrukcję wszechświata. Sam tytuł wiele zdradza o jego tematyce. Hawking, jako wykładowca na jednym z najlepszych uniwersytetów na świecie ma dar do przekazywania wiedzy, co udowodnił również w tej książce. Od wielkiego wybuchu po czarne dziury, w których sam autor się specjalizował. Tłumaczy nam w jaki sposób działa świat i jego mechanizmy, przechodząc od najprostszych po te bardziej złożone. Autor w tej pracy omawia różne teorie, takie jak teoria względności, Wielki Wybuch, Czarna Dziura, teoria kwantowa, grawitacja kwantowa i teoria strun, aby w końcu zaproponować „jednolitą teorię”, która pewnego dnia połączy wszystkie te teorie razem i wyjaśni nam istnienie Wszechświata. W książce znajdziemy również zagadnienia takie jak promieniowanie czarnej dziury, strzałki czasu i kwantowa teoria grawitacji. Pojęcia te mogą wydawać się skomplikowane jednak autor wyjaśnia je w prosty sposób, a przede wszystkim wzbudza zainteresowanie czytelnika. Jest przy tym przejrzysty i podaje powody zaprzeczające niektórym teoriom.

Lektura skłania do przemyśleń i do zadawania sobie pytań, na które odpowiedź może czekać w tej lub w innej książce z tej serii. Jednak sam autor nie odpowiada na wszystkie hipotezy, które sobie postawił, ponieważ jak sam twierdzi, na niektóre pytania nie można w tym momencie odpowiedzieć. Skłania tym samym do refleksji i samodzielnego stawiania hipotez. Sama lektura wydaje się być pisana dla czytelnika w każdym wieku. Zainteresuje młodego, ciekawego świata odbiorcę, a starszy i bardziej doświadczony na pewno nie straci zainteresowania w trakcie jej czytania.

Nie jest to pierwsza książka Stephena Hawkinga którą przeczytałem i mogę szczerze stwierdzić, że z pewnością nie odstaje od pozostałych z tej serii. Nie jest również ostatnią przeczytaną przeze mnie książką tego autora. Mogę śmiało stwierdzić, że już po pierwszym tytule stałem się jego fanem. Potwierdza to niewątpliwie zasłużony fenomen twórczości Hawkinga i jego wkładu do popularyzacji nauki wśród społeczeństwa.

Autor: Grzegorz Aftyka

Ten okrutny wiek


Bogusław Wołoszański - propagator historii, pomysłodawca programu “Sensacje XX wieku”, oraz autor książek o podobnej tematyce. Czynnikiem wyjątkowym dla publikacji Wołoszańskiego jest niepodrabialny styl narracji; intrygujący, nadający nutę tajemniczości, tak osobliwy dla prozy wręcz sensacyjnej. Pozycja “Ten okrutny wiek”, odnosząca się bezpośrednio do wydarzeń skupiających się głównie w państwach zachodnich i ZSRR, nie jest żadnym odstępstwem od charakterystycznej dla pisarza formy. Czytelnik jest stopniowo wprowadzany w intrygę zamachu na arcyksięcia, po czym wkracza w kulisy następstw, których finału, de facto, nigdy nie będzie (warto nadmienić, że książka kończy się na jednym z ostatnich aktów zimnej wojny). Tak nieszablonowy sposób opowiadania historii ma niewątpliwie atrakcyjny, zgoła odmienny od stereotypowej szkolnej lekcji charakter. Niestety trzeba mieć świadomość o powszechności takiego wyobrażenia, gdzie dominuje bezpłciowa data bitwy i towarzysząca jej statyczna mapa. Oczywiście znajomość “suchych faktów” jest niezbędna do zrozumienia bogato opisanych niuansów, co sprawia, że nie jest to książka, którą można traktować jako podręcznik, lecz wstęp do dogłębnego zapoznania się z historią XX wieku. Będąc prologiem do tajemnic skrywanych, a wręcz nierozwiązanych, między innymi zabójstwa J. F. Kennedy'ego. Niestety za atrakcyjnością idzie też wada. Gdy autor podejmuje tak wrażliwą tematykę jak zamach na prezydenta Stanów Zjednoczonych, jednym z potencjalnych źródeł informacji są archiwa. W idealnej sytuacji, historyk po godzinach pracy otrzymuje materiał, którym w znaczącym stopniu zapewni merytoryczny aspekt pracy. Realnie pisarz podejmując tak delikatny wątek musi lawirować między przekłamaniami, cenzuą, w skrajnych przypadkach bariery pełnego utajnienia. Dlatego czytelnik musi mieć świadomość o interpretacji niedopowiedzianych faktów przez pana Wołoszańskiego, szczególnie gdy dywaguje nad motywacjami stojącymi za strzelcem z Dallas. Treść jest niewątpliwe najmocniejszą stroną “Okrutnego wieku”, trudno w niej uświadczyć momentów słabszych, a odbiór jest porównywalny z tekstem literackim. Wskutek zastosowania takich zabiegów, czytelnik nie ma wrażenia czytania oddzielnych, pustych historii, lecz spójnej całości, gdzie poprzedzające lata mają bezpośredni wpływ na późniejsze okoliczności. Wraz z prozą idzie też warstwa graficzna, zdjęcia są we właściwy sposób dobrane, uzupełniając tym samym opisane wydarzenia, dając tym kolejny argument wyobraźni. Kolejnym atutem jest sposób zastosowania przypisów i ich rozbudowana forma, dzięki czemu, notki biograficzne nie ingerują bezpośrednio w wątek, tym samym nie zaburzają jego narracji. Mimo wyżej wymienionych zalet mam, pewne “ale” do samego wydawnictwa. Miękka okładka jest kwestią subiektywną i potrzebą chwili, lecz nierówne marginesy, szczególnie węższy wewnętrzny, są problematyczne podczas lektury; im dalej od środka książki, tym skrajnie ułożony tekst jest bardziej zakrzywiony, bezpośrednio rzecz ujmując, mniej czytelny. Niemniej jednak, jest to łyżka dziegciu w beczce miodu. Polecam każdemu zapoznanie się z tą pozycją, jak i całą twórczością pana Wołoszańskiego, a szczególnie tym, co zaczynają swoją przygodę z historią XX wieku.


Stanisław Doda

wtorek, 7 kwietnia 2020

Krótka Historia Czasu


Od wielkiego wybuchu do czarnych dziur






Czy świat ma swój początek i koniec? Czemu pamiętamy przeszłość, a nie przyszłość? Dlaczego świat się nieprzestannie rozszerza? Czy to prawda, że z każdym dniem dążymy do coraz większego chaosu? To są jedynie nieliczne pytania, które możemy sobie zadać podczas podróży z tą książką. Sam Autor, od samego początku swoich rozważań, podjętych w tej publikacji, spróbuje się z nimi zmierzyć. Jednakże po dziś dzień, nie na wszystkie z nich znamy odpowiedź. Dalsze rozważania na temat problemów przedstawionych w treści opiszę w kolejnych akapitach. Tymczasem przejdę budowy i formy lektury.

Dzieło to jest zbudowane z jedenastu rozdziałów, stosunkowo równomiernie rozłożonych stronnicowo. Pierwszy rozdział poprzedza „wprowadzenie” do ogólnie poruszanej tematyki oraz „podziękowania” Autora, wszystkim tym którzy mieli jakikolwiek wpływ na napisanie tego utworu. W tym nawet zespołowi pielęgniarek opiekującym się chorym na ALS (stwardnienie zanikowe boczne) Hawkingiem. Książkę wieńczy zakończenie, podsumowujące całą treść, którą czytelnik powinien przyswoić w trakcie czytania ale również nie zabrakło w nim wielu pytań, w tym retorycznych, które nakłaniają do jeszcze głębszej refleksji. Jeśli chodzi dalej o budowę, to nie można również zapomnieć o bardzo mocnym atucie tej księgi, czyli słowniku, indeksie i notach biograficznych przedstawianych w niej sławnych fizyków z których pojęciami mamy do czynienia w treści. Wspomniane wyżej elementy są bardzo istotne, ponieważ jak za pewno udowodnię w tej recenzji, książka ta, nie jest dla wszystkich, tym bardziej nie dla laików.

Czas poświęcony na przyswojenie coraz to kolejnego rozdziału ma tendencje wzrostową. Czym jest to spowodowane? Nazwałbym to „progresywnym” przyswajaniem tekstu. Swoją przygodę czytelniczą, zaczynamy dowiadując się, w niektórych przypadkach (osoby bardziej obyte z podstawową teorią klasyczną), odświeżając sobie fundamentalne prawa rządzące tym światem. Im dalej zaznajamiamy się z treścią, tym więcej podawanych jest nam teorii, twierdzeń, praw, założeń, schematów, hipotez, które są niezbędne, wręcz wymagane od czytelnika, do przyswojenia kolejnych rozdziałów. Następujące po sobie sekcje książki (jednakże nie wszystkie) bazują na wiedzy pozyskanej z wcześniejszych. Te które nie wymagają tego, po prostu przedstawiają nowe zagadnienia. Dlatego w akapicie powyżej, tak podkreśliłem znaczenie słownika i indeksu, które stanowią integralną całość publikacji.

Bardzo kontrowersyjną częścią tej książki i nie można powiedzieć, że nieznaczną, jest wręcz cyniczne stanowisko Autora względem prawdziwych autorytetów, w tym: swoich kolegów, wybitnych fizyków (Linde, Penrose …); znanych filozofów L. Wittgenstein (znany też jako „ojciec chrzestny” neopozytywizmu); czy też samej postaci Stwórcy, Boga. Nie można jednak obiektywnie stwierdzić czy działa to na plus, czy na minus dla książki, można jednak dzięki temu opracować swój własny obraz Hawkinga jako osoby. Nie naukowca, którym niepodważalnie był wybitnym.

Byłoby wielce gołosłownym pozostawić powyższy akapit mówiący o cynizmie, nie powołując się na treść „bestselleru”, jakim jest opisywana pozycja. Jeśli chodzi o podejście fizyka do innych naukowców, warto wspomnieć jego słowa w których mówi on, że wiele nagród Nobla zostało rozdanych za rzeczy oczywiste. Czy też podejście do słów „Jedynym zadaniem jakie pozostało filozofii, jest analiza języka”, Wittgensteina, które skwitował, że „jest to upadek w porównaniu z wielką tradycją filozofii poczynając od Arystotelesa, aż po Kanta”. Po przeczytaniu książki wydaje się jednak, że największe zatargi, miał on z nauczaniem kościoła, oraz z teorią przedstawiającą Boga jako Stwórcę. Wielokrotnie w treści podkreślane są wyższości dowiedzionych twierdzeń naukowych nad twierdzeniami teologicznymi, które z każdym następnym twierdzeniem ograniczają, uznane przez kościół mocy stwórcy, do tego stopnia, że samemu Protoplaście można przypisać jedynie stworzenie praw, którymi się wszechświat obecnie posługuję (czy mamy tu do czynienia z deizmem potwierdzonym naukowo?).

Niektórzy mogliby zarzucić  tej książce, że jako pozycja popularnonaukowa powinna być ona okraszona szczegółowymi twierdzeniami matematycznymi, wzorami, jednakże żadne z nich nie występują. Jedynym elementem obrazującym co poniektóre zagadnienia są schematyczne rysunki, które są wielkim atutem, ponieważ w zrozumiały sposób przedstawiają opisywane zjawiska. Jeśli już mówimy o walorach przedstawiających, czysto naukowe teorie to warto wspomnieć o parafrazach Autora. „Widzimy świat taki, jaki jest, ponieważ istniejemy”. Tak zwana zasada antropiczna w jednym zdaniu. Proste? Owszem. Niemniej jednak nie jest już tak prosto i „zrozumiale” kiedy trzeba przedstawić teorię strun, inflacyjną teorię w kosmologii, zasady działania entropii we wszechświecie. Z podstawową wiedzą i bez innych źródeł rozumiemy tylko ułamek wiedzy, którą skrywa ta pozycja.

Można uznać, że motorem napędowym Autora do odkrywania coraz to nowszych prawd o otaczającym nas świecie jest walka o autorytet, oraz tak jak prawdopodobnie załamana była czasoprzestrzeń tak samo chęć Hawkinga do złamania sfery sacrum. Zredefiniowanie celu nauki na „odkrycie praw, które umożliwiają nam przewidywanie zjawisk w granicach dokładności wyznaczonych przez zasadę nieoznaczoności”, jak widać nie jest wystarczalne. Fizyk za „ostateczny tryumf inteligencji” uznaje odpowiedź na pytanie „dlaczego wszechświat i my istniejemy?”, ponieważ będzie to równoznaczne z poznaniem myśli Boga.

Ostatnim elementem mojej wypowiedzi odnoszącym się stricte do warstwy redakcyjno-wydawniczej jest zaniedbanie pod względem zasad poprawnej pisowni występującej w tej książce. O ile mogę powiedzieć, że początek książki nie budzi żadnych podejrzeń, to ostatnie rozdziały owszem. Rozdział prawiący o entropii oraz jej „nie uporządkowany” charakter aż razi!

Stephen Hawking, Krótka Historia Czasu. Od wielkiego wybuchu do czarnych dziur, Zysk i S-ka, Poznań 2015

Autor: Mateusz Kozłowski

Anitisocial media





Po wyborach prezydenckich w USA w 2016 r., zaczęły powstawać liczne artykuły dotyczące nieprzejrzystej formy przeprowadzenia kampanii przez sztab wyborczy Donalda Trumpa. Pojawiły się również teorie o wpływie Kremla na wyniki wyborów. Obie te sytuacje łączył Facebook, o którym zaczęło być bardzo głośno w mediach. O całej sytuacji, jak również o innych przypadkach szemranych praktyk Facebooka opowiada Siva Vaidhyanathan w swojej książce „Antisocial Media”.

Głównym zagrożeniem ze strony Facebooka, o którym mówi Vaidhyanathan, jest wypaczenie demokracji. Autor w uogólnieniu opisuje działanie algorytmów Facebooka, wyjaśnia jakiego rodzaju treści są na platformie promowane, oraz które mają szansę przyciągnąć największą publikę. Wyjaśnia czemu nadużywanie takiego systemu może mieć zgubne skutki dla społeczeństwa. Antisocial Media przedstawia również skróconą wersję historii Facebooka, starając się pokazać ewolucje serwisu, oraz idei jego założyciela – Marka Zuckerberga – oraz na ile jego zapewnienia i wypowiedzi pokrywały się z działalnością serwisu.

Gdyby zamiast książki, Vaidhyanathan opublikował serię artykułów, nie miałbym większych zastrzeżeń do treści. Muszę nadmienić, że jeśli czytelnik interesował się wcześniej Facebookiem i jego działaniem, zawartość pierwszych rozdziałów będzie raczej przypomnieniem informacji niż odkrywaniem nowych. Nie zmienia to faktu, że są one napisane w interesujący sposób i dobrze się je czyta. Niestety, mam wrażenie, że autor zapomina czasami, że pojedyncze rozdziały powinny stanowić całość. Dwa z nich w szczególności nie pasowały mi do pozostałych. Postaram się je pokrótce opisać.

W pierwszym, autor opowiada o Arabskiej Wiośnie. Podaje opis przygotowań do i skutków rewolucji 25 lipca w Egipcie. Rozdział ten traktuje o rodzaju aktywności, która jest premiowana na Facebooku, czyli takiej, która wywołuje emocje, generuje reakcje, oraz nawołuje do działania. Autor ma tutaj dwa zastrzeżenia: po pierwsze, Facebook i inne media społecznościowe miały o wiele mniejszy wpływ niż im się przypisuje, na organizację ludzi i rozwój wydarzeń w krajach arabskich; po drugie, działania te były chwilowe, nie doprowadziły do zainicjowania dalszych działań.

Zupełnie nie rozumiem tych zarzutów w stronę Facebooka. Wpływ mediów społecznościowych został błędnie określony przez jednego z działaczy na rzecz Egiptu Waela Ghonina. Jego wypowiedź, rozpowszechniona w prasie, chwaliła narzędzia i możliwości dostarczone przez Facebooka. Głupotą ze strony firmy byłoby dementować te informacje, tym bardziej, że platforma faktycznie była wykorzystywana przez egipskich rewolucjonistów i ich popleczników. Mam również wrażenie, że Vaidhyanathan ma wyolbrzymione oczekiwania wobec Facebooka. Nigdy nie miało być to narzędzie wspomagające mozolne zmiany polityczne w państwie. Tak więc wszelkie zarzuty, dotyczące krótkiego działania „facebookowej pomocy”, o ile prawdziwe, nie mają większego sensu. Mark Zuckerberg nie może pisać programów politycznych. Czy jednak w tym nie pomaga?

Najciekawszą częścią książki stanowią dwa ostatnie rozdziały – o wyborach w USA, oraz o skutkach programu „Free basics” (znaną wcześniej jako „Internet.org”). Autor zwraca uwagę na zastraszającą ilość danych, którymi dysponuje o nas Facebook. Pomimo, że „Facebook wie o nas tyle, ile mu powiemy”, wydaje się, że wie więcej niż my sami. Vaidhyanathan wyjaśnia, że kampania Trumpa oraz ingerencja Rosjan bazowała wyłącznie na danych z Facebooka, udostępnionych przez narzędzie targetowania reklam. Współpracownicy Trumpa ani Rosjanie nie przeprowadzili inwigilacji na obywatelach USA – zrobili to oni sami, korzystając z portalu Zuckerberga. Najbardziej niebezpiecznymi elementem tych działań było: niepodawanie autora reklamowanej treści, targetowanie bardzo wąskich grup użytkowników i prezentowanie im wyselekcjonowanych postulatów, działania na rzecz zniechęcenia do głosowania potencjalnych wyborców Hillary Clinton.

Te działania, można uznać prawnie za nielegalne, ograniczyć w jakiś sposób korzystanie z facebooka w celach siania informacji (lub dezinformacji) politycznej. Co jednak, jeśli Facebook wchodzi we współpracę z samym rządem? Tak wygląda rzeczywistość chociażby na Filipinach, gdzie w 2016 roku Facebookiem posłużył się Rodrigo Duterte. Przez uruchomienie w 2015 programu Internet.org, obywatele Filipin otrzymali darmowy dostęp do kilku wybranych stron, między innymi Facebooka. Stał się on Internetem Filipińczyków. Duterte w 2016 roku prowadził swoją kampanię prezydencką głównie przez spersonalizowane reklamy na Facebooku. Obecnie, portal służy mu do siania propagandy, a wśród opozycji nawet terroru. Warto nadmienić, że wspomagają go pracownicy Facebooka, ucząc jak najefektywniej korzystać z dostarczanych przez nich narzędzi.

Książka Antisocial Media jest trudnym do oceny przypadkiem. W zupełności nie zgadzam się z opiniami czytelników, że jest „beznadziejna” albo „słaba”. Czytając tę pozycję od samego początku widać że narracja autora jest negatywna. Vaidhyanathan nie podaje też żadnych rozwiązań problemów, jakie zarzuca Facebookowi. Pomimo moich zastrzeżeń do tej publikacji, uważam że przedstawia wystarczająco argumentów za wprowadzeniem fundamentalnych zmian prawnych, które w jakiś sposób ograniczałyby działalność Zuckerberga. Przez swój negatywny wydźwięk, książka może początkowo odrzucić, ale uważam, że każdy kto korzysta z Facebooka powinien chociaż spróbować j ją przeczytać, w celu lepszego zrozumienia mechanizmów usługi i działań firmy nią zarządzającą.

Autor: Filip Emanuel


poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Śmierć zwierzęcia


Zwierzęta są stworzeniami, które otaczają człowieka z każdej strony. Jedni je kochają, drudzy wręcz przeciwnie. Główną wadą istot żyjących jest umieranie. Jak ludzie reagują na śmierć zwierząt? Jest to czysto indywidualna kwestia każdego człowieka, która zależna jest od jego czynników wewnętrznych. Czy śmierć każdego zwierzęcia porusza człowieka tak samo? Nie, człowiek umiłował sobie gatunki zwierząt, których śmiercią się przejmuje, reszta jest mu obojętna. Może wynikać to z kwestii przywiązania, światopoglądu, bądź niewystarczającą wiedzą.

Książka “Śmierć zwierzęcia” pod redakcją Marzeny Kotyczki jest zbiorem artykułów naukowych, których autorzy deliberują nad relacją człowiek - zwierzę. Relacje te ukazane są z perspektywy posthumanizmu. Autorzy przyglądają się problemowi uśmiercania zwierząt przez człowieka oraz “oswajania śmierci”.

Dla wielu czytelników książka może okazać się brutalna. Śmierć charakteryzowana jest w niej w sposób, który może okazać się ciężki do zrozumienia dużej liczbie osób. Na co dzień w życiu ludzkim, śmierć ma charakter patetyczny, ciężki do przyswojenia. Autorzy kreują obraz śmierci, która jest czynnikiem naturalnym. Owszem, jest to naturalna kolej rzeczy. ale z uwagi na uczucia, człowiek odbiera ją jako tragedię.

Bardzo dobrą cechą niemalże wszystkich artykułów zawartych w książce jest brutalna szczerość, nazywanie rzeczy po imieniu. Brak tu gloryfikacji poszczególnych zachowań ludzkich wobec zwierząt oraz samych zwierząt. Człowiek stanowi dominację nad zwierzęciem, jest bytem wyższym, ważniejszym. Artykuły są zróżnicowane tematycznie, ale mają jedną cechę wspólną - śmierć. Ubój zwierząt, w tym relacje byłego myśliwego niosą za sobą jeden główny wniosek - po prostu śmierć.

Umniejszać tej książce może jedynie odrzucenie uczuć, emocji w deliberacji nad zjawiskiem śmierci. Nie jest wzięty pod uwagę fakt, że potencjalny czytelnik, szczególnie ten darzący sympatią zwierzęta, może czuć się momentami zgorszony, co zmniejsza pole odbiorców książki.

Uważam, że książka “Śmierć zwierzęcia” jest pozycją godną uwagi. Filozoficzny punkt widzenia pozwoli czytelnikowi zrozumieć pojęcie śmierci w nieco inny sposób. Jednakże niektóre informacje należy traktować z przymrużeniem oka.

Autor: Paweł Stasiak