wtorek, 7 kwietnia 2020

Krótka Historia Czasu


Od wielkiego wybuchu do czarnych dziur






Czy świat ma swój początek i koniec? Czemu pamiętamy przeszłość, a nie przyszłość? Dlaczego świat się nieprzestannie rozszerza? Czy to prawda, że z każdym dniem dążymy do coraz większego chaosu? To są jedynie nieliczne pytania, które możemy sobie zadać podczas podróży z tą książką. Sam Autor, od samego początku swoich rozważań, podjętych w tej publikacji, spróbuje się z nimi zmierzyć. Jednakże po dziś dzień, nie na wszystkie z nich znamy odpowiedź. Dalsze rozważania na temat problemów przedstawionych w treści opiszę w kolejnych akapitach. Tymczasem przejdę budowy i formy lektury.

Dzieło to jest zbudowane z jedenastu rozdziałów, stosunkowo równomiernie rozłożonych stronnicowo. Pierwszy rozdział poprzedza „wprowadzenie” do ogólnie poruszanej tematyki oraz „podziękowania” Autora, wszystkim tym którzy mieli jakikolwiek wpływ na napisanie tego utworu. W tym nawet zespołowi pielęgniarek opiekującym się chorym na ALS (stwardnienie zanikowe boczne) Hawkingiem. Książkę wieńczy zakończenie, podsumowujące całą treść, którą czytelnik powinien przyswoić w trakcie czytania ale również nie zabrakło w nim wielu pytań, w tym retorycznych, które nakłaniają do jeszcze głębszej refleksji. Jeśli chodzi dalej o budowę, to nie można również zapomnieć o bardzo mocnym atucie tej księgi, czyli słowniku, indeksie i notach biograficznych przedstawianych w niej sławnych fizyków z których pojęciami mamy do czynienia w treści. Wspomniane wyżej elementy są bardzo istotne, ponieważ jak za pewno udowodnię w tej recenzji, książka ta, nie jest dla wszystkich, tym bardziej nie dla laików.

Czas poświęcony na przyswojenie coraz to kolejnego rozdziału ma tendencje wzrostową. Czym jest to spowodowane? Nazwałbym to „progresywnym” przyswajaniem tekstu. Swoją przygodę czytelniczą, zaczynamy dowiadując się, w niektórych przypadkach (osoby bardziej obyte z podstawową teorią klasyczną), odświeżając sobie fundamentalne prawa rządzące tym światem. Im dalej zaznajamiamy się z treścią, tym więcej podawanych jest nam teorii, twierdzeń, praw, założeń, schematów, hipotez, które są niezbędne, wręcz wymagane od czytelnika, do przyswojenia kolejnych rozdziałów. Następujące po sobie sekcje książki (jednakże nie wszystkie) bazują na wiedzy pozyskanej z wcześniejszych. Te które nie wymagają tego, po prostu przedstawiają nowe zagadnienia. Dlatego w akapicie powyżej, tak podkreśliłem znaczenie słownika i indeksu, które stanowią integralną całość publikacji.

Bardzo kontrowersyjną częścią tej książki i nie można powiedzieć, że nieznaczną, jest wręcz cyniczne stanowisko Autora względem prawdziwych autorytetów, w tym: swoich kolegów, wybitnych fizyków (Linde, Penrose …); znanych filozofów L. Wittgenstein (znany też jako „ojciec chrzestny” neopozytywizmu); czy też samej postaci Stwórcy, Boga. Nie można jednak obiektywnie stwierdzić czy działa to na plus, czy na minus dla książki, można jednak dzięki temu opracować swój własny obraz Hawkinga jako osoby. Nie naukowca, którym niepodważalnie był wybitnym.

Byłoby wielce gołosłownym pozostawić powyższy akapit mówiący o cynizmie, nie powołując się na treść „bestselleru”, jakim jest opisywana pozycja. Jeśli chodzi o podejście fizyka do innych naukowców, warto wspomnieć jego słowa w których mówi on, że wiele nagród Nobla zostało rozdanych za rzeczy oczywiste. Czy też podejście do słów „Jedynym zadaniem jakie pozostało filozofii, jest analiza języka”, Wittgensteina, które skwitował, że „jest to upadek w porównaniu z wielką tradycją filozofii poczynając od Arystotelesa, aż po Kanta”. Po przeczytaniu książki wydaje się jednak, że największe zatargi, miał on z nauczaniem kościoła, oraz z teorią przedstawiającą Boga jako Stwórcę. Wielokrotnie w treści podkreślane są wyższości dowiedzionych twierdzeń naukowych nad twierdzeniami teologicznymi, które z każdym następnym twierdzeniem ograniczają, uznane przez kościół mocy stwórcy, do tego stopnia, że samemu Protoplaście można przypisać jedynie stworzenie praw, którymi się wszechświat obecnie posługuję (czy mamy tu do czynienia z deizmem potwierdzonym naukowo?).

Niektórzy mogliby zarzucić  tej książce, że jako pozycja popularnonaukowa powinna być ona okraszona szczegółowymi twierdzeniami matematycznymi, wzorami, jednakże żadne z nich nie występują. Jedynym elementem obrazującym co poniektóre zagadnienia są schematyczne rysunki, które są wielkim atutem, ponieważ w zrozumiały sposób przedstawiają opisywane zjawiska. Jeśli już mówimy o walorach przedstawiających, czysto naukowe teorie to warto wspomnieć o parafrazach Autora. „Widzimy świat taki, jaki jest, ponieważ istniejemy”. Tak zwana zasada antropiczna w jednym zdaniu. Proste? Owszem. Niemniej jednak nie jest już tak prosto i „zrozumiale” kiedy trzeba przedstawić teorię strun, inflacyjną teorię w kosmologii, zasady działania entropii we wszechświecie. Z podstawową wiedzą i bez innych źródeł rozumiemy tylko ułamek wiedzy, którą skrywa ta pozycja.

Można uznać, że motorem napędowym Autora do odkrywania coraz to nowszych prawd o otaczającym nas świecie jest walka o autorytet, oraz tak jak prawdopodobnie załamana była czasoprzestrzeń tak samo chęć Hawkinga do złamania sfery sacrum. Zredefiniowanie celu nauki na „odkrycie praw, które umożliwiają nam przewidywanie zjawisk w granicach dokładności wyznaczonych przez zasadę nieoznaczoności”, jak widać nie jest wystarczalne. Fizyk za „ostateczny tryumf inteligencji” uznaje odpowiedź na pytanie „dlaczego wszechświat i my istniejemy?”, ponieważ będzie to równoznaczne z poznaniem myśli Boga.

Ostatnim elementem mojej wypowiedzi odnoszącym się stricte do warstwy redakcyjno-wydawniczej jest zaniedbanie pod względem zasad poprawnej pisowni występującej w tej książce. O ile mogę powiedzieć, że początek książki nie budzi żadnych podejrzeń, to ostatnie rozdziały owszem. Rozdział prawiący o entropii oraz jej „nie uporządkowany” charakter aż razi!

Stephen Hawking, Krótka Historia Czasu. Od wielkiego wybuchu do czarnych dziur, Zysk i S-ka, Poznań 2015

Autor: Mateusz Kozłowski

Anitisocial media





Po wyborach prezydenckich w USA w 2016 r., zaczęły powstawać liczne artykuły dotyczące nieprzejrzystej formy przeprowadzenia kampanii przez sztab wyborczy Donalda Trumpa. Pojawiły się również teorie o wpływie Kremla na wyniki wyborów. Obie te sytuacje łączył Facebook, o którym zaczęło być bardzo głośno w mediach. O całej sytuacji, jak również o innych przypadkach szemranych praktyk Facebooka opowiada Siva Vaidhyanathan w swojej książce „Antisocial Media”.

Głównym zagrożeniem ze strony Facebooka, o którym mówi Vaidhyanathan, jest wypaczenie demokracji. Autor w uogólnieniu opisuje działanie algorytmów Facebooka, wyjaśnia jakiego rodzaju treści są na platformie promowane, oraz które mają szansę przyciągnąć największą publikę. Wyjaśnia czemu nadużywanie takiego systemu może mieć zgubne skutki dla społeczeństwa. Antisocial Media przedstawia również skróconą wersję historii Facebooka, starając się pokazać ewolucje serwisu, oraz idei jego założyciela – Marka Zuckerberga – oraz na ile jego zapewnienia i wypowiedzi pokrywały się z działalnością serwisu.

Gdyby zamiast książki, Vaidhyanathan opublikował serię artykułów, nie miałbym większych zastrzeżeń do treści. Muszę nadmienić, że jeśli czytelnik interesował się wcześniej Facebookiem i jego działaniem, zawartość pierwszych rozdziałów będzie raczej przypomnieniem informacji niż odkrywaniem nowych. Nie zmienia to faktu, że są one napisane w interesujący sposób i dobrze się je czyta. Niestety, mam wrażenie, że autor zapomina czasami, że pojedyncze rozdziały powinny stanowić całość. Dwa z nich w szczególności nie pasowały mi do pozostałych. Postaram się je pokrótce opisać.

W pierwszym, autor opowiada o Arabskiej Wiośnie. Podaje opis przygotowań do i skutków rewolucji 25 lipca w Egipcie. Rozdział ten traktuje o rodzaju aktywności, która jest premiowana na Facebooku, czyli takiej, która wywołuje emocje, generuje reakcje, oraz nawołuje do działania. Autor ma tutaj dwa zastrzeżenia: po pierwsze, Facebook i inne media społecznościowe miały o wiele mniejszy wpływ niż im się przypisuje, na organizację ludzi i rozwój wydarzeń w krajach arabskich; po drugie, działania te były chwilowe, nie doprowadziły do zainicjowania dalszych działań.

Zupełnie nie rozumiem tych zarzutów w stronę Facebooka. Wpływ mediów społecznościowych został błędnie określony przez jednego z działaczy na rzecz Egiptu Waela Ghonina. Jego wypowiedź, rozpowszechniona w prasie, chwaliła narzędzia i możliwości dostarczone przez Facebooka. Głupotą ze strony firmy byłoby dementować te informacje, tym bardziej, że platforma faktycznie była wykorzystywana przez egipskich rewolucjonistów i ich popleczników. Mam również wrażenie, że Vaidhyanathan ma wyolbrzymione oczekiwania wobec Facebooka. Nigdy nie miało być to narzędzie wspomagające mozolne zmiany polityczne w państwie. Tak więc wszelkie zarzuty, dotyczące krótkiego działania „facebookowej pomocy”, o ile prawdziwe, nie mają większego sensu. Mark Zuckerberg nie może pisać programów politycznych. Czy jednak w tym nie pomaga?

Najciekawszą częścią książki stanowią dwa ostatnie rozdziały – o wyborach w USA, oraz o skutkach programu „Free basics” (znaną wcześniej jako „Internet.org”). Autor zwraca uwagę na zastraszającą ilość danych, którymi dysponuje o nas Facebook. Pomimo, że „Facebook wie o nas tyle, ile mu powiemy”, wydaje się, że wie więcej niż my sami. Vaidhyanathan wyjaśnia, że kampania Trumpa oraz ingerencja Rosjan bazowała wyłącznie na danych z Facebooka, udostępnionych przez narzędzie targetowania reklam. Współpracownicy Trumpa ani Rosjanie nie przeprowadzili inwigilacji na obywatelach USA – zrobili to oni sami, korzystając z portalu Zuckerberga. Najbardziej niebezpiecznymi elementem tych działań było: niepodawanie autora reklamowanej treści, targetowanie bardzo wąskich grup użytkowników i prezentowanie im wyselekcjonowanych postulatów, działania na rzecz zniechęcenia do głosowania potencjalnych wyborców Hillary Clinton.

Te działania, można uznać prawnie za nielegalne, ograniczyć w jakiś sposób korzystanie z facebooka w celach siania informacji (lub dezinformacji) politycznej. Co jednak, jeśli Facebook wchodzi we współpracę z samym rządem? Tak wygląda rzeczywistość chociażby na Filipinach, gdzie w 2016 roku Facebookiem posłużył się Rodrigo Duterte. Przez uruchomienie w 2015 programu Internet.org, obywatele Filipin otrzymali darmowy dostęp do kilku wybranych stron, między innymi Facebooka. Stał się on Internetem Filipińczyków. Duterte w 2016 roku prowadził swoją kampanię prezydencką głównie przez spersonalizowane reklamy na Facebooku. Obecnie, portal służy mu do siania propagandy, a wśród opozycji nawet terroru. Warto nadmienić, że wspomagają go pracownicy Facebooka, ucząc jak najefektywniej korzystać z dostarczanych przez nich narzędzi.

Książka Antisocial Media jest trudnym do oceny przypadkiem. W zupełności nie zgadzam się z opiniami czytelników, że jest „beznadziejna” albo „słaba”. Czytając tę pozycję od samego początku widać że narracja autora jest negatywna. Vaidhyanathan nie podaje też żadnych rozwiązań problemów, jakie zarzuca Facebookowi. Pomimo moich zastrzeżeń do tej publikacji, uważam że przedstawia wystarczająco argumentów za wprowadzeniem fundamentalnych zmian prawnych, które w jakiś sposób ograniczałyby działalność Zuckerberga. Przez swój negatywny wydźwięk, książka może początkowo odrzucić, ale uważam, że każdy kto korzysta z Facebooka powinien chociaż spróbować j ją przeczytać, w celu lepszego zrozumienia mechanizmów usługi i działań firmy nią zarządzającą.

Autor: Filip Emanuel


poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Śmierć zwierzęcia


Zwierzęta są stworzeniami, które otaczają człowieka z każdej strony. Jedni je kochają, drudzy wręcz przeciwnie. Główną wadą istot żyjących jest umieranie. Jak ludzie reagują na śmierć zwierząt? Jest to czysto indywidualna kwestia każdego człowieka, która zależna jest od jego czynników wewnętrznych. Czy śmierć każdego zwierzęcia porusza człowieka tak samo? Nie, człowiek umiłował sobie gatunki zwierząt, których śmiercią się przejmuje, reszta jest mu obojętna. Może wynikać to z kwestii przywiązania, światopoglądu, bądź niewystarczającą wiedzą.

Książka “Śmierć zwierzęcia” pod redakcją Marzeny Kotyczki jest zbiorem artykułów naukowych, których autorzy deliberują nad relacją człowiek - zwierzę. Relacje te ukazane są z perspektywy posthumanizmu. Autorzy przyglądają się problemowi uśmiercania zwierząt przez człowieka oraz “oswajania śmierci”.

Dla wielu czytelników książka może okazać się brutalna. Śmierć charakteryzowana jest w niej w sposób, który może okazać się ciężki do zrozumienia dużej liczbie osób. Na co dzień w życiu ludzkim, śmierć ma charakter patetyczny, ciężki do przyswojenia. Autorzy kreują obraz śmierci, która jest czynnikiem naturalnym. Owszem, jest to naturalna kolej rzeczy. ale z uwagi na uczucia, człowiek odbiera ją jako tragedię.

Bardzo dobrą cechą niemalże wszystkich artykułów zawartych w książce jest brutalna szczerość, nazywanie rzeczy po imieniu. Brak tu gloryfikacji poszczególnych zachowań ludzkich wobec zwierząt oraz samych zwierząt. Człowiek stanowi dominację nad zwierzęciem, jest bytem wyższym, ważniejszym. Artykuły są zróżnicowane tematycznie, ale mają jedną cechę wspólną - śmierć. Ubój zwierząt, w tym relacje byłego myśliwego niosą za sobą jeden główny wniosek - po prostu śmierć.

Umniejszać tej książce może jedynie odrzucenie uczuć, emocji w deliberacji nad zjawiskiem śmierci. Nie jest wzięty pod uwagę fakt, że potencjalny czytelnik, szczególnie ten darzący sympatią zwierzęta, może czuć się momentami zgorszony, co zmniejsza pole odbiorców książki.

Uważam, że książka “Śmierć zwierzęcia” jest pozycją godną uwagi. Filozoficzny punkt widzenia pozwoli czytelnikowi zrozumieć pojęcie śmierci w nieco inny sposób. Jednakże niektóre informacje należy traktować z przymrużeniem oka.

Autor: Paweł Stasiak

Zbrodnie robali

Wesz, która pokonała armię Napoleona, i inne diaboliczne insekty.



Owady i robaki to zadziwiające stworzenia, ich liczba sięga ponad kwadrylion osobników, co daje w przybliżeniu 200 milionów insektów na jednego człowieka. Możemy je napotkać na każdym kroku: w glebie, na ziemi oraz w przestrzeni powietrznej. Niektóre jako miejsce do życia upodobały sobie nasze domostwa, a kilka okazów nawet ciała. Gdyby były rozmiarów człowieka bez problemu podporządkowałyby sobie resztę form życia na kuli ziemskiej - jak twierdzi autorka. Pomimo ich niewielkich rozmiarów, insekty często stają się przedmiotem ludzkich lęków i fobii. Amy Stewart w swojej książce wyjaśnia, że nasze uprzedzenia często okazują się słuszne, przybliżając charakterystyczne cechy poszczególnych gatunków “robali”, które mogą wzbudzić w nas negatywne emocje. Nie jest to jednak, jak sama autorka zastrzega, atlas owadów, dzięki któremu moglibyśmy zidentyfikować opisywane w nim okazy.

“Zbrodnie robali” to zbiór interesujących historii z owadami w roli głównej. Słowo “robale”, użyte w tytule specjalnie, odnosi się do kolokwialnego określenia ogółu odstraszających ludzi insektów. Jest to niepoprawny termin z naukowego punktu widzenia. “Robak” to przestarzałe określenie używane w zoologii, w systematyce bezkręgowców. Autorka zdaje się o tym wiedzieć, o czym powiadamia we wstępie do książki. Wyraz ten niejednokrotnie jest używany w tekście jako synonim owada.

Książka składa się z 52 rozdziałów. Każdy z nich jest poświęcony co najmniej jednemu gatunkowi. Na początku występuje krótka charakterystyka zawierająca wygląd, rozmiar, siedlisko, miejsce występowania oraz łacińską nazwę opisywanego insekta. Historie będące przystępną, momentami zabawną formą przekazu naukowych treści są ciekawe, mimo to dłuższe obcowanie z publikacją obnaża jej monotonność. Pisarka przedstawia w nich metody tortur z użyciem bezkręgowców (wykorzystywane między innymi przez japońską jednostkę 731), czy użycie owadów w działaniach bitewnych (taktyki sięgającej czasów starożytnych greków). 

Każda opowieść zawiera opis niebezpiecznych stworzeń między innymi: 
  • pasożytów (tasiemce i świerzbowce),
  • insektów przenoszących poważne choroby (komary - malaria i pchły szczurze - dżuma),
  • śmiertelnie jadowitych owadów (parzące gąsienice i szerszenie azjatyckie),
  • szkodników (Filoksera winiec - odpowiadający za kryzys we francuskich winnicach w XIX wieku i termity tajwańskie niszczące całe dzielnice miast),
  • “robali” wykorzystujących zaskakujące metody w przystosowywaniu się do życia (chrabąszcze kanonierzy).
Gdyby Pani Stewart zastosowała ten podział podczas pisania, tekst okazałby się bardziej przejrzysty. Nie jest to trudne, ponieważ każdy rozdział traktuje o czymś innym. Obecnie mamy do czynienia z chaosem. Pasożyta możemy znaleźć zarówno na początku oraz na końcu książki, co utrudnia odbiór treści i odbiera część przyjemności z czytania. Na końcu każdego rozdziału występuje segment “poznaj krewnych”, przedstawiający ilość oraz wielkość populacji gatunków spokrewnionych z opisanym w danym rozdziale.

Amy Stewart nie jest ani entomologiem, ani historykiem. Swoją wiedzę zawdzięcza przestudiowaniu pokaźnej ilości publikacji widniejących w bibliografii na końcu książki. Zawiera ona encyklopedie entomologiczne oraz literaturę medyczną. Część z pozycji jest dość wiekowa (1990 rok) co przywodzi na myśl zdezaktualizowane informacje.

Autorce można śmiało zarzucić zbytnie skupienie się na amerykańskich owadach, być może to kwestia jej pochodzenia, jednak wykorzystując w swoim podtytule imię Napoleona, postarałbym się o to, aby treść utworu była bardziej zróżnicowana pod względem terytorialnym. 

Książka spisuje się idealnie jako zbiór ciekawostek dla fanów entomologii, jednakże jako źródło informacji historycznych nie mogę jej polecić. Płytko nakreślone dzieje historii okazują się być jedynie pretekstem do wyjaśnienia sposobu funkcjonowania danego owada - wszy przenoszącej tyfus wśród armii Napoleona, czy czarnej pluskwy, która przypuszczalnie mogła przyczynić się do tajemniczej śmierci Karola Darwina.

“Zbrodnie robali” występują również w wersji audiobooka.


Amy Stewart, Zbrodnie robali. Wesz, która pokonała armię Napoleona i inne diaboliczne insekty, Wydawnictwo W.A.B. 2019



Autor: Dorian Jagiełło

niedziela, 5 kwietnia 2020

Małpy i filozofowie

Skąd pochodzi moralność?


Książka Fransa de Waala „Małpy i filozofowie” traktuje o pochodzeniu ludzkiej moralności. Stanowi wykładnię dwóch, całkowicie sprzecznych ze sobą teorii na temat tego skąd się wzięła. Stąd tytuł: czy moralność ewolucyjnie odziedziczyliśmy po „małpach”, a może jest jedynie imaginacją „filozofów” - ludzkich bóstw, które jako jedyny gatunek na Ziemi, są w stanie świadomie odróżniać dobro od zła za pomocą uniwersalistycznego systemu wartości. 

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia do koncepcji Fransa de Waala. W ówczesnym autorowi piśmiennictwie gros publikacji i formułowanych tez, stanowił o wykreowaniu moralności jedynie pośród przedstawicieli gatunku ludzkiego. Przyjmowano, iż człowiek z natury jest zły, zaś jego los zdeterminowany przez własny egoizm. To co wyróżniało nasz gatunek na tle innych istot to fakt, że potrafiliśmy stworzyć (lub została nam nadana) pewną skorupę (zwaną np. kodeksem moralnym) pozwalającą na koegzystencję w zgodnej społeczności. Stąd wzięła się zwyczajowa nazwa owej społecznej maski - „teoria fasady”.

Na kanwie problemów z pogodzeniem teorii fasady z darwinowską teorią ewolucji Frans de Waal formułuje koncept swojego rodzaju kontinuum rozwoju moralności. Autor bazuje w niej na zaskakujących wynikach badań nad prymitywnymi zachowaniami zwierząt, które mogłyby stanowić początkowy archetyp ludzkiej moralności. Solidnie przygotowaną dokumentację podpiera przemyślana linia narracyjna książki. Począwszy od historii ewolucji etyki i jej spojrzeń na problem moralności per se, przez hipotezy na temat nowego podejścia, skontrastowanie ich z innymi badaczami, na dowodach teoretycznych i empirycznych skończywszy. Dzięki temu układowi, de Waal daje nawet niezaznajomionemu czytelnikowi możliwość bliższego naświetlenia i poznania tematu oraz wyrobienia własnego zdania.

Niezmiernie pomaga w tym autorskie wyjaśnienie samej koncepcji moralności jako takiej - jej fundamentów, rodzajów, czy dowodów na jej istnienie (opatrzone dodatkowo przykładami, poglądowymi ilustracjami i schematami). Kompendium to stanowi znakomity wstęp do dalszych rozważań.

Jednak jedną z pierwszych myśli nasuwających się po usłyszeniu o moralności (przynajmniej w tradycji judeochrześcijańskiej) jest silna konotacja do koncepcji religii. Tu pojawia się pierwszy problem. We wstępie, jak i całej książce próżno szukać odwołań do jakiegokolwiek systemu wierzeń i wartości, co w kontekście tak fundamentalnego tematu, mogłoby okazać się ciekawą i merytorycznie cenną polemiką. Autor obiera jednak drogę naukowej autonomii i pragmatyzmu, co również ma swoje uzasadnienie i zalety - nie spotykamy w książce subiektywnych ocen, emocjonalnych kwantyfikatorów oraz efemerycznych i nieuchwytnych konfabulacji, zaś fakty i dowody empiryczne. 

No właśnie. Frans de Waal skupia się na niezliczonych wynikach badań na małpach i innych gatunkach zwierząt, które raz po raz udowadniają swoistą ciągłość moralną, ukazując namiastkę ludzkiego kodeksu już u przedstawicieli królestwa zwierząt. Od eksperymentów mających na celu określenie gatunkowego współczucia, przez troskę o wspólnotowe więzi, po altruistyczne udzielanie pomocy - autor prowadzi czytelników przez tysiące lat ewolucji moralności. 

Enumeracja potwierdzających przypadków faktycznie może podziałać jako silna figura retoryczna mająca przekonać czytelnika do hipotez autora, jednak nie można zapominać, iż jest to książka popularnonaukowa, w której ta dość znacząca ilość jest, w mojej opinii, zbędna i zniechęcająca. Trudności mogą sprawić również, często zbyt skomplikowana (dla laików), nomenklatura nieopatrzona odpowiednim komentarzem oraz język z dużą ilością ekskursów i urwanych wątków.

Przez to obraz jaki wyłania się z książki „Małpy i filozofowie”, jest w mojej opinii dość ambiwalentny. Z jednej strony, celem de Waala nie było zestawienie obydwu teorii i zderzenie argumentów, pozostawiając osąd czytelnikom, zaś raczej próbą negacji teorii fasady celem wysunięcia i udokumentowania wyższości teorii ewolucyjnego kontinuum. Próżno szukać balansujących argumentów z drugiej strony - być może generalnie ich braknie (warto, aby i to było zaznaczone). Z drugiej uważam, iż jest to bardzo cenny i solidnie udokumentowany głos w dywagacjach na temat genezy ludzkiej moralności otwierający nową perspektywę na temat zachowań ludzkich współcześnie.


Frans de Waal, Małpy i filozofowie. Skąd pochodzi moralność?, Copernicus Center Press, Kraków 2013


Autor: Andrzej Gil

sobota, 4 kwietnia 2020

Marketing 4.0

Marketing 4.0 - recenzja Laury Bryk
  Na rynku wydawniczym jest bardzo szeroki zakres książek poruszających temat marketingu i mediów społecznościowych, jednak publikacje autorstwa Philipa Kotlera cieszą się dużym uznaniem ze względu na wykształcenie autora i wieloletnie doświadczenie. Słysząc wiele opinii dotyczących nauk Philipa Kotlera, zwłaszcza na szkoleniach, na których wymieniane jest jego nazwisko, uznałam, że czas sięgnąć po jego publikacje - książkę pt. “Marketing 4.0”.

  „Marketing 4.0” jest to książka napisana przez Philipa Kotlera razem z Hermawanem Kartajayą i Iwanem Setiawanem. Już po samym tytule czytelnik może odgadnąć główny temat rozważań publikacji, era cyfrowa marketingu i zmiany zachodzące w działaniach marketerów spowodowane rozwojem technologii cyfrowych i wiążące się z nim powstanie nowych trendów.

  W krótkim prologu autor przypomina główne cechy marketingu 1.0, 2.0, 3.0 oraz przedstawia nowe podejście marketingu dopasowanego do zmieniającej się natury ścieżek konsumenckich prowadzących do zakupu w erze ekonomii cyfrowej - marketing 4.0. Główny wymiar rozważań w książce to nowoczesne technologie cyfrowe i działania online – w tym oddziaływanie mediów społecznościowych, które diametralnie zmieniły komunikację marek z klientami. Jednakże jak podkreślają autorzy książki, nowa adaptacja działań marketingowych w świecie online, nie powinna wykluczać działań w świecie offline, konwergencja technologii prowadzi do połączenia tych dwóch środowisk. Paradoksalnie dzięki rozwojowi nowoczesnych technologii marki mogą stać się bardziej ludzkie, osobiste dla swojej grupy docelowej, dzieje się tak za sprawą analizy dużych zbiorów danych, które ułatwiają personalizację produktów i udoskonalanie usług, aby stały się tym czego potrzebują nasi klienci. Książka zwraca uwagę na zmianę układu sił na rynku. Pierwotnie to firmy znajdowały się na górze hierarchii, wyznaczając trendy i kreując jednostronny przekaz w wyznaczoną grupę docelową. Za sprawą technologii i dostępności Internetu, klient danej marki staje się nie tylko konsumentem ale prosumentem – jednocześnie jest producentem i konsumentem. Klient XXI wieku jest zaangażowany we współtworzenie i promowanie produktów ulubionej marki, ma wpływ na działania danego przedsiębiorstwa, a komunikacja nie jest już jednostronna od firmy do grupy docelowej, a wielokierunkowa. Klienci nie tylko mają możliwość kierowania informacji zwrotnej w kierunku firmy, ale również wymieniają informacje i opinie między sobą dzięki mediom społecznościowym, które wpłynęły na zlikwidowanie barier w komunikacji. To też ważny aspekt, na który muszą zwrócić uwagę marketerzy, dziś możemy kontaktować się z innymi, wymieniać informacjami i opiniami gdziekolwiek jesteśmy. Przede wszystkim mobilny dostęp do Internetu sprawił, że zakupy stały się o wiele bardziej interaktywne, a docieranie do szczegółowych informacji o produkcie o wiele prostsze. Tutaj nastąpił zwrot, pełna kontrola nad obiegiem informacji na temat marki stała się praktycznie niemożliwa.

  Podsumowując książka „Marketing 4.0” jest dobrym punktem wyjścia do osobistej oceny marketingu w erze cyfryzacji. Książka napisana jest przejrzystym i prostym językiem, jest dobrą lekturą głównie dla tych, którzy mają trudności ze zrozumieniem w jaki sposób technologie cyfrowe reorganizują zasady marketingowe. Omawia zmiany, które nastąpiły, by dostosować się do cyfrowego środowiska. Philip Kotler, Hermawan Kartajaya z Iwanem Setiawanem przybliżają nam tożsamość i działania obecnego konsumenta, omawiając ścieżkę i sposób przejścia od świadomości istnienia marki do orędownictwa. Autorzy wspominają o znaczeniu stosowania wskaźników marketingowych, takich jak wskaźnik zakupu marki, wskaźnik orędownictwa marki w Marketing 4.0. Korzystają z przykładów, aby pokazać znaczenie integracji kanałów online i offline w celu poprawy ogólnego doświadczenia klientów. Jednakże spodziewałam się jednak nieco więcej, biorąc pod uwagę pochodzenie autorów. Rzeczywiście, pomysły przedstawione w tej książce nie są niczym nowym. Poza tym autorzy po prostu zarysowują powierzchnię problemów. Podczas przewracania stron pytania typu „co jeszcze?” często przychodziły na myśl. Ostatecznie czytelnicy mogą mieć wrażenie niekompletności i niedosytu.

Autor: Laura Bryk

środa, 1 kwietnia 2020

Nic bardziej mylnego!

“Dawniej powszechnie uważano, że Ziemia jest płaska”, ”przesmyku pod Termopilami bohatersko broniło trzystu wojowników”, “Gwiazda Dawida jest świętym symbolem religii żydowskiej” - to tylko kilka informacji, które każdy z nas mógł kiedyś usłyszeć, a które okazują się nie być prawdą. W rozszerzonej wersji swojej książki “Nic bardziej mylnego” Radek Kotarski wziął pod lupę aż 58 mitów, z którymi postanowił się rozprawić.

Książka składa się z 58 mini rozdziałów oraz bibliografii. Używam słowa “mini” ponieważ poszczególne rozdziały nie liczą więcej niż kilka stron. Mimo to zostają w nich ujęte najważniejsze informacje, dzięki którym omawiany mit zostaje finalnie obalony.

Każdy z omawianych mitów został, w pewien sposób, podzielony na trzy części. W pierwszej czytelnik dowiaduje się, z jaką informacją, uważaną powszechnie za prawdziwą postanowił skonfrontować się Kotarski. Dalszą część stanowi sprostowanie, w której autor tłumaczy, dlaczego dana informacja jest tylko mitem. Natomiast na końcu wyjaśnia, skąd wzięło się błędne przekonanie o jego prawdziwości.

Dużym plusem jest niewątpliwie sama tematyka książki. Najpopularniejsze mity zebrane w jedno miejsce i opatrzone wyjaśnieniem są niecodziennym pomysłem na książkę, jeśli spojrzymy na półki w księgarni czy zawartość sklepów internetowych. Sam dobór zagadnień, również wydaje się całkiem ciekawy. Nawet jeśli od samego początku wiemy, że dana informacja nie jest prawdziwa, to książka w interesujący sposób przybliży nam szczegóły z tym związane.

Także język stanowi ogromny atut publikacji. W pewnym momencie czytania można poczuć, jakby autor snuł  historię, przeplatając ją stwierdzeniami naukowymi. Nie zabrakło również elementów humorystycznych i bardzo obrazowych porównań. Kotarski odwołuje się także do własnych doświadczeń, zwłaszcza w pierwszej części każdego rozdziału, gdzie objaśnia, jakim mitem będzie się zajmował. Jedna z moich ulubionych anegdot pochodzi z rozdziału: “Kto przyprawił rogi wikingom?” i brzmi następująco: “Co turysta może przywieźć jako pamiątkę z Zakopanego? Pozycją obowiązkową jest oczywiście drewniana ciupaga, [...], czy zdjęcie z podchmielonym panem przebranym za misia na Krupówkach (mam takie!) [...]. Wracając ze Szwecji, Danii czy Norwegii, musimy czasem przywieźć hełm z rogami, a dodatkiem może być horrendalnie wysoki mandat dołączony do zdjęcia z fotoradaru (też mam…).” Mimo, że nie są to typowe cechy publikacji popularnonaukowej, sprawiają, że czytelnikowi łatwiej i przyjemniej jest przyswoić informacje zawarte w publikacji.

Warto także wspomnieć o graficznej części książki. Każdy rozdział zawiera zdjęcia, ilustracje obrazów, które idealnie wpasowują się w tematykę danej części. Ponadto każda grafika zawiera informacje, na jakiej licencji została ona wykorzystana! 

Jednak największą zaletę książki Kotarskiego stanowi bibliografia, która znajduję się na samym końcu. Podzielona ona została wg mitów, które były sukcesywnie obalane przez autora. Moim zdaniem jest to ogromny plus, gdyż jest to książka popularnonaukowa. Dzięki bibliografii Kotarski dodatkowo uwiarygadnia informacje, którymi operuje, obalając mity. Także odwołania do tekstów źródłowych, cytowanie ich pozwala przybliżyć realia, przez które dany mit się wykształcił.

Czy książka posiada jakieś wady? Na pewno, jednak w mojej subiektywnej ocenie dopatruję się tylko jednej. Podczas czytania, w pewnym momencie można doświadczyć uczucia monotonności. Kolejna informacja, która nie jest prawdą, co autor stwierdza na koniec rozdziału. Niektórzy czytelnicy mogą się zniechęcić do kontynuowania czytania książki, jednak uważam, że zależy to już od osobistych preferencji jednostki.

Moim zdaniem, mimo wszystko, czynniki pozytywne, o których mowa na początku sprawiają, że warto sięgnąć po tę książkę. Dostarcza ona rzetelnych informacji, potwierdzonych polskimi jak i zagranicznymi publikacjami naukowymi. Po jej lekturze czytelnicy nie będą już więcej powielać mitów, które często bywają szkodliwe, a dodatkowo będą mogli popisać się szerszą wiedzą wśród swoich znajomych (a to często stanowi priorytet w kontaktach między ludźmi!).

Warto także wspomnieć na koniec, że Radek Kotarski, od 2012 roku prowadzi kanał na YouTubie: “Polimaty”. Książka “Nic bardziej mylnego” była zatem jego debiutem w branży pisarskiej i to nie byle jakim, ponieważ stała się bestsellerem! To kolejny dowód, że warto po nią sięgnąć.


Autor: Natalia Kosik